Docelowy termin to czwartek, 16 lipca.
SpaceX nie chce przegapić okazji. W ostatnich tygodniach firma testowała wszystkie silniki w nowych stopniach V3 statku Starship i teraz zapalono zielone światło dla lotu 13. W zeszłą niedzielę w mediach społecznościowych pojawił się wpis na ten temat – prosty i bezpośredni: nie wcześniej niż 16 stycznia.
To drugi lot wersji 3. Większe i potężniejsze urządzenie. Zadebiutował niecałe dwa miesiące temu w locie nr 12 i szczerze mówiąc, był to test. Żadnych zagrożeń. Wystarczy sprawdzić, czy poprzednia wersja V2 wytrzyma obciążenie przed oddaniem sprzętu V3 do użytku.
Ale sprzęt nie stał się „przyjazny” z systemem.
Dlatego w Flight 13 nie chodzi o nowe sztuczki. Chodzi o to, żeby uporządkować sprawy po poprzedniej porażce.
Wyobraź sobie, jak ta rakieta wraca do domu. Żadnych nóg. Bez statków docelowych z pianką na pokładach. Tylko „Mechazilla” ze swoimi „pałeczkami” wyrywa stopnie z pustki. To jest okrutne. To jest cudowne. Ale SpaceX wciąż nie wymyśliło sobie, jak znaleźć się na najwyższym etapie, Spike.
Złapali już Super Ciężkiego trzy razy. Znów wykonano nawet dwa etapy. To jest ponowne wykorzystanie w działaniu. Ale podczas lotu 12? Nie byli pewni, czy wzmacniacz V3 wytrzyma. Dlatego wybraliśmy miękkie lądowanie na wodzie. Delikatne objęcie Zatoki Meksykańskiej.
To nie zadziałało.
Według własnego dochodzenia SpaceX problem zaczął się przed separacją. Gorąca komora oznacza, że górny stopień uruchamia się, gdy jest nadal podłączony. Tym razem sekwencja zapłonu na Spike’u spowodowała odchylenie o 90 stopni w orientacji Superciężkiego, gdy się rozdzielili. Złe wieści.
Potem sytuacja się pogorszyła. Pięć z trzydziestu trzech silników odmówiło ponownego uruchomienia podczas podejścia z korekcją przyspieszenia. Pragnienie ustało przedwcześnie. Wzmacniacz chybił celu.
„Aktualizacje alarmów silnika i procedur anulowania są zgodne z zaobserwowanymi warunkami.”
To jest rozwiązanie SpaceX. Drobna korekta sekwencji startowej. Wymiana sprzętu. Mniej paniki, więcej procedur.
„Spike” również miał swoje problemy, ale wykazał się odpornością. Jeden z trzech ptaków drapieżnych próżniowych uległ awarii 40 sekund po separacji. Koniec gry? Nie bardzo. Nadal osiągnął prędkość suborbitalną. Udowodnił, że potrafi latać z mniejszą mocą. Możliwość „awaria silnika” zostaje oznaczona jako zrealizowana.
Później jednak nie udało mu się ponownie uruchomić silnika. SpaceX obwinia „powiązane ze sobą przyczyny”. Nowe poprawki są w przygotowaniu.
Oto, co prawdopodobnie przeoczyłeś ostatnim razem: dwa satelity Starlink. Wyposażony w kamery. Używany wyłącznie w celu robienia zdjęć płytek osłony termicznej w kosmosie. Dziwne, prawda? Ale to konieczne. Nie można przetestować „skóry”, nie widząc jej.
Lot 13 zmienia nieco grę.
Wewnątrz ładowni? Dwadzieścia naprawdę funkcjonalnych Starlink V3. Tym razem bez symulatorów. Prawdziwa okazja. Wznosi się dwadzieścia satelitów. Sześć z nich będzie wyposażonych w kamery, które powtarzają kontrolę ochrony termicznej. Reszta przeznaczona jest do testów funkcjonalnych.
I tu zaczyna się zabawa. Ponieważ nie jest to misja orbitalna, na dłuższą metę nie mają one znaczenia.
Odwracają się. Pływają. Po dwudziestu minutach wypalają się. Wracają do atmosfery, zamieniając się w parę.
SpaceX o tym wie. Docelowo chcą wypuścić na rynek 100 tys. tych urządzeń. Szybszy Internet. Duża przepustowość. Ale w tej chwili Lot 13 jest startem mającym na celu zniszczenie ładunku, a nie rakiety.
Co więc próbują zrobić ze sprzętem?
Superciężki chce trzech rzeczy:
– Czysty start i separacja.
– Zakończenie podejścia korygującego akceleracją.
– Miękkie lądowanie na wodzie. Bez zająknięnia.
„Spike” ma więcej zadań domowych. Rozmieść satelity. Uruchom ponownie jeden silnik w przestrzeni. Następnie zaplanuj miękkie lądowanie na Oceanie Indyjskim.
FAA wyraziła zgodę. Dochodzenie w sprawie lotu 12 zostało zamknięte dziś rano. Podobały im się poprawki.
Okno startowe otwiera się w czwartek o 18:45 EDT. Transmisja na żywo rozpocznie się pół godziny wcześniej. Spójrz na X lub na stronę firmy.
Jeśli wszystko pójdzie idealnie, Lot 14 po raz pierwszy V3 powróci do Teksasu. „Pałeczki” opadną. Być może powrócą oba etapy.
Ale nie daj się zwieść. To wciąż surowy sprzęt.
Orbita nie jest jeszcze gwarantowana. Dokowanie? Nie. Trzymasz zamrożone paliwo w zbiorniku, pływając w stanie nieważkości, nie pozwalając mu odparować? Wciąż techniczny koszmar czeka na rozwiązanie.
Są blisko. Ale wciąż jest dużo miejsca.






























