Ta kość jest stara. Nawet starożytne. Ma 83 miliony lat. Przez dziesięciolecia gnił w szafie, aż świat zapomniał o jego istnieniu.
Teraz, dzięki nowemu artykułowi w czasopiśmie Acta Palaeontologica Polonica, wiemy dokładnie, co to jest. Kręg ogonowy. Tytanozaur. W szczególności mały, prawdopodobnie młody lub być może gatunek karłowaty, który dorastał tylko do sześciu do siedmiu metrów długości. Ten okaz o numerze katalogowym BAS D.862.1.25 pochodzi z formacji Santa Marta na Wyspie Jamesa Rossa, u szczytu Półwyspu Antarktycznego. Należy do etapu kampańskiego późnej kredy.
Ona tam leżała. W ciemności. czekałem.
To ironia. Ten maleńki fragment skamieniałej historii jest pierwszą skamieniałością dinozaura, jaką kiedykolwiek odkryto na Antarktydzie. Pamiętaj o tym. Przed Antarctopeltą – opancerzoną bestią odkrytą w 1986 roku i powszechnie uważaną za „pierwszego dinozaura Antarktydy” – kość ta była już w rękach naukowców. Została znaleziona 9 grudnia 1985 przez Michaela Thomsona i Reinharda Foerstera.
Tęsknili za nią.
Oczywiście.
Paul Barrett z Londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej ujął to prosto: kość wyglądała niepozornie. W zasadzie był to po prostu kamień. Ale w czasie, gdy to zwierzę przemierzało Ziemię? Kontynent pokryty był bujnymi lasami strefy umiarkowanej. Bogate jedzenie. Dla dużych roślinożerców. Wyobrażamy sobie Antarktydę jako lodową. To jest nasz problem, nie ich.
W nowym badaniu przeprowadzonym przez Paula Barretta i jego zespół wykorzystano tomografię komputerową. Zajrzeli do wnętrza kości. Technologia odsłoniła struktury ukryte przez czterdzieści lat. Bez skanera byłby to po prostu śmieć w szufladzie.
Więc. Czy ten dinozaur był spokrewniony z innymi?
Prawdopodobnie. Wskazuje to, że w okresie kredy żyło tu kilka soczewek długoszyich zauropodów. Wzmacnia to rolę Antarktydy jako pomostu. Zatem nie z lodu, ale z sushi. Łączenie Ameryki Południowej, Australii, Nowej Zelandii. Zanim Gondwana się rozpadła, zostawiając nas z zamarzniętymi pustyniami i pingwinami.
Matthew Lamanna z Muzeum Historii Naturalnej Carnegie nazwał to rzadkim dowodem. Oczywiście, że tak powiedział. Samantha Beeston, doktorantka University College London, zauważyła, dlaczego muzea gromadzą takie rzeczy. Nowe metody. Stare przedmioty. Połączenie ujawnia historię, która czekała na widoku.
Być może jest ich więcej.
W miarę topnienia lodu przez zmiany klimatyczne możemy znaleźć dalsze dowody na istnienie różnorodności biologicznej w przeszłości. Lasy zniknęły, pogrzebane pod bielą. Dinozaury nie żyją. Ale ich kości znowu wyciekają, jedno pudełko, jedno badanie tomografii komputerowej na raz.
