Zapomniana opera kosmiczna Disneya: Dziwna historia Pitch Blacka

15

W erze zdominowanej przez Gwiezdne Wojny, Disney podjął próbę wypuszczenia własnego międzygwiezdnego hitu w 1979 roku za pomocą Czarnej Dziury. W rezultacie powstał dziwaczny, niespójny tonalnie film, który zrobił furorę w kasie i pozostaje ciekawym epizodem w historii studia. Chociaż Disney jest obecnie właścicielem Gwiezdnych Wojen, jego wczesna próba konkurowania z operą kosmiczną George’a Lucasa była błędną kalkulacją, która podkreśla okres niepewności w firmie po śmierci Walta Disneya.

Wyścig kosmiczny: późna premiera Disneya

Pod koniec lat 70. hollywoodzkie studia desperacko próbowały wykorzystać sukces Gwiezdnych Wojen. Studia pospiesznie tworzyły własne kosmiczne przygody, od wesołego Flasha Gordona po poważniejszy Star Trek: The Motion Picture. Disney jednak nie był w swoim żywiole. Przed obecną dominacją wynikającą z przejęć takich jak Marvel i Pixar, studio miało trudności ze zdefiniowaniem swojej tożsamości, tkwiąc pomiędzy klasyczną animacją a niespójnymi projektami gier.

Oryginalna koncepcja Czarnej Dziury, pierwotnie zatytułowanej Space Station One, rozpoczęła się jako film katastroficzny w stylu Wieży Piekła. Kiedy „Gwiezdne Wojny” wystartowały, Disney zmienił kurs, próbując wszczepić operę kosmiczną do istniejącego scenariusza. Ta decyzja sprawiła, że ​​film wydawał się chaotyczny, łącząc twarde elementy science fiction z kreskówkowymi robotami i dziwaczną dynamiką postaci.

Niejasna produkcja

Produkcja filmu była przyćmiona niepewnością. Reżyser Gary Nelson początkowo odrzucił projekt po tym, jak nie zrobił na nim wrażenia niedokończony scenariusz. Ostatecznie przekonały go zdjęcia z produkcji Petera Ellenshawa, przedstawiające efektowny wizualnie statek kosmiczny USS Cygnus, który wyróżniał się pomimo innych niedociągnięć filmu.

W obsadzie znaleźli się Robert Forster, Anthony Perkins i Ernest Borgnine w niezwykłej roli dziennikarza na pokładzie statku kosmicznego. W filmie występują także dwa roboty: VINCENT, któremu podkłada głos Roddy McDowall, i Old BOB, któremu podkłada głos Slim Pickens. Te postacie, w połączeniu z zawiłą fabułą dotyczącą zaginionego statku badawczego i naukowca mającego obsesję na punkcie wejścia do czarnej dziury, stworzyły film, który wprawił widzów w zakłopotanie.

Koniec koszmaru

Najbardziej niesławnym aspektem Czarnej Dziury jest jej zakończenie. Oryginalny scenariusz nie miał żadnej konkluzji, co zmusiło twórców filmu do improwizacji sekwencji zapożyczonej z 2001: Odysei kosmicznej, ale przechodzącej w surrealistyczny horror. W kulminacyjnym momencie statek wpływa do czarnej dziury, po czym następuje nagłe przejście do dosłownego przedstawienia nieba i piekła, z postaciami aniołów i naukowcem uwięzionym w robocie w ognistym krajobrazie.

To dziwaczne zakończenie w połączeniu z ogólną niespójnością tonalną filmu zniechęciło krytyków i widzów. Pomimo nacisków marketingowych obejmujących figurki akcji, Czarna Dziura nie dorównała sukcesowi Gwiezdnych Wojen, a nawet Star Treka.

Wyciągnięta lekcja

Próba Disneya odtworzenia formuły Gwiezdnych wojen zakończyła się katastrofą. Studio później przejęło Lucasfilm, skutecznie przejmując tę ​​samą franczyzę, z którą kiedyś próbowało konkurować. Czarna dziura pozostaje przestrogą – przypomnieniem, że samo skopiowanie skutecznej formuły nie gwarantuje sukcesu. Niepowodzenie filmu uwypukliło potrzebę wyraźniejszego kierunku twórczego Disneya i ostatecznie doprowadziło do bardziej agresywnej strategii przejmowania uznanych franczyz, zamiast próbować tworzyć nowe od zera.

W końcu Disney przekonał się na własnej skórze, że niektórych kosmicznych anomalii lepiej nie badać.